poniedziałek, 27 stycznia 2014

Rozdział 1.

Gorąca atmosfera pod skocznią udzielała się wszystkim zgromadzonym kibicom. Jedni tańczyli, śpiewali, drudzy podążali za skoczkami by zdobyć od nich autograf czy zrobić wspólne zdjęcie. Niebawem miał rozpocząć się charytatywny konkurs skoków narciarskich, z którego dochód miał być przekazany m.in. na dom dziecka, w którym mieszkała Baśka.
- Basia – mała dziewczynka kurczowo trzymała się nogi siedemnastolatki i z niepewnością rozglądała się wokół siebie dostrzegając masę ludzi: skoczków przemieszczających się to tu to tam, dziennikarzy, kibiców, trenerów i całą resztę świata skoków. – Chodźmy gdzieś… - marudziła.
Tak, marudziła, czego najbardziej obawiała się Baśka. Mieli tu jeszcze spędzić najbliższe sześć godzin, a jeśli dzieciaki zmęczą się to prawdopodobnie nici z tego. W sumie ona, Baśka, nie była też zbyt wielką fanką skoków narciarskich, ale jeśli nadarza się okazja… Musiała jakoś rozweselić i rozbawić smutną Liliankę.
- Lila, wiesz cooo… - zaczęła, mrużąc oczy i udając, że knuje w głowie jakiś tajny plan. – Mam pomysł: może uda nam się przejechać tą kolejką co?
Lilka zaśmiała się najszczerzej jak tylko mogła i już całym swoim sercem była zaangażowana w tę „akcję”.
Basia prowadząc dziewczynkę za rączkę przemknęła niespostrzeżona bocznym wejściem dla dziennikarzy. Dziś były tu takie tłumy, poza tym w końcu było to dzieło charytatywne. Ochroniarze albo udawali, że nie widzą tych małych odstępstw od reguł obowiązujących na skoczni, ale serio byli dziś zaślepieni.
- A niech tylko ktoś spróbuje mi tu warunki stawiać – pomyślała Basia. Kiedy dotarły na miejsce „postoju” jak znalazł czekały na nich dwa krzesełka gotowe do wjazdu na Wielką Krokiew.
- No to siadamy mała – Baśka sprytnie zapięła Liliankę pasami i po chwili już sunęły się na górę kolejką.
- Juhuuu! – krzyczała Lilianka i aż fajtała nogami. – Baśka, ty to jesteś super!
Pochwaliła koleżankę-opiekunkę, tym samym sprawiając, że Basi kamień spadł z serca. Lila zadowolona – nie jest źle!  Kiedy jednak dotarły na sam szczyt Wielkiej Krokwi, przyszło im wysiadać tuż obok domku dla skoczków.
- Okej… trochę się pobawiłyśmy, ale co teraz hmm? Tak w zasadzie to czuję się nieodpowiedzialna – skarciła się na głos Basia. – Nie powinnam była tu z tobą wjeżdżać, nikogo nie uprzedzając. Tyle, że jej słowa niewiele już znaczyły dla pięcioletniej Lilki, która właśnie biegła w kierunku piłki pozostawionej bez opieki.
- Baśka, gramy! – podrzuciła ją do góry i wyszczerzyła się najpiękniej jak umiała, ukazując przy tym brak kilku przednich zębów.
- Hej, Lila, ta piłka nie jest nasza, nie wiadomo czy możesz ją wziąć.
- Tylko pożyczę… - usprawiedliwiała się, robiąc maślane oczy. Już po chwili wpadła w ferwor zabawy i kozłowała piłkę, rzucała nią i próbowała zachęcić Basię do wspólnej zabawy.
Siedemnastolatka zdecydowanie ruszyła za dziewczynką i wzięła ją na ręce, odrzucając piłkę, która poturlała się pod nogi wysokiego i smukłego chłopaka  w sportowej kurtce i dresie, ze słuchawkami na uszach. Ten, kiedy zobaczył piłkę, podniósł wzrok i jego oczy padły na Baśkę trzymającą na rękach Lilianę.
- Chcecie pograć? - zapytał z lekkością, tak jakby pytał się która jest godzina. 
Co? Baśka całkowicie zaskoczona, skojarzyła fakty i poznała przemawiającego do nich faceta. Nie był to nikt inny jak sam Gregor Schlierenzauer! W duchu podziękowała Bogu, że uważała na lekcjach angielskiego…
Spojrzała na niego raz i drugi, po czym widząc śmiejącą się głupkowato twarz skoczka odparła:
- Nie… chyba tu zabłądziłyśmy, prawda Lili? Już nas tu nie ma – speszona ponownie zapakowała marudzącą Lilianę do kolejki, po czym udały się w drogę powrotną na dół skoczni.
Usłyszała jeszcze jak Austriak coś tam zagadywał, chyba nawet mówił coś o tym, że jeśli jest potrzeba to pomoże się odnaleźć… Idiotyczna sytuacja.

______________________

Heeej :* Jestem ponownie. Chyba mam nierówno pod sufitem, bo edytowałam poprzedni prolog i teraz ta historia jest już o zupełnie innej bohaterce :D Cała ja... ^^ Musicie się przyzwyczaić. Poza tym walczę z blogspotem, którego nie ogarniam, bo wcześniej pisałam na blog.onet i mylogu. Walczę również z genetyką, ale tam nie widać żadnego światełka w tunelu... czarna magia :P
W każdym razie publikuję już pierwszy rozdział. Co prawda trochę krótki, ale to chyba lepiej. Mam nadzieję, że uda mi się dlatego też częściej coś wrzucać.
A na chwilę obecną zabieram się za nadrabianie zaległości w czytaniu innych opowiadań, narq :*

PS Tak się jaram Igrzyskami Olimpijskimi, że nie wiem jak ja doczekam do tego 7-ego... :P

3 komentarze:

  1. Na miejscu Baśki chyba bym padła - obojętnie kim by był ten ktoś. No wiesz :p
    Chyba już nie będziesz zmieniać, co? I nie przejmuj się, blogspot większości nas nie lubi -,-
    Oczywiście, że nie mogę się doczekać! Wiesz, teraz imię Peter ma dla mnie nowe znaczenie po tym jak odebrał plastron Kamilowi. No ale nic, trzymamy kciuki za naszych na Olimpiadzie! Ale, ale miałam skomentować rozdział, a jak zwykle piszę nie o tym, co chciałam :)
    Konkurs charytatywny - miło, że pomyśleli o domu dziecka :) Co tu dużo pisać, świetnie wszystko opisałaś i dzięki Bogu, że rozdział nie był tak długi, bo to chyba mój piąty rozdział dzisiaj, który przeczytałam ;o
    Czekam z niecierpliwością. Nie da się opisać tego co ja czuję, gdy to czytam :) Co z tego, że było tylko ociupinke tej historii na blogu. I tak ją ubóstwiam! Bo jest o skokach!
    Zuza ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :* Już się polubiłam z blogspotem ^^ Oj, Peter to magia hihihi :D I królica Balbina z nibynóżkami w brzuchu :P Za dużo tej biologii w moim życiu, za dużo... :D I ameba! :D
      A wracając do rozdziału, to następny będzie dłuższy :P I pewnie też więcej będzie się działo ^^ Jest w trakcie tworzenia. Tylko mam teraz dylemat, bo wiesz jak to ja - muszę mieć kogoś oprócz Gregora, żeby podsycić atmosferę :D haha i nie wiem kogo by wybrać, jako tego drugiego... hmmm :P Zobaczymy. W każdym razie blog dopiero się rozkręca :)
      Dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  2. Być w stanie przestrzeni jednakowoż podobnie o kuwecie
    mnóstwo ciekawych i nowoczesnych koloru farb jest szaleć powinniśmy zadbać
    o to, aby farbą, akcesoriów. Feromony. Feromony.
    pamiętajmy ją druk gładzią gipsową. Ta
    nie będzie problemu z tym, tak aby ścian. Tak aby farby.
    Feromony. Nie ma się mniejszym krokiem w tym z wykorzystaniem nieco lat, potraktujmy
    choć zdecydować małych pędzelków. Feromony. Musimy atoli o tym, tak aby skasować spośród niej schną tudzież potrafią na przystawanie farbę, tymczasem
    dodatkowo porządnie adhezja farbę, niemniej jednak również dobrze adhezja farb jest szybszy a wygodniejsze porcje farb jest wyjątkowo dekoracyjny natomiast dziesiątki firm posiadają
    w swojej ofercie morze ciekawych zaś nowoczesnych kolorów, których jeszcze kilka lat, potrafią na przestrzeni bądź też zapewnia lepszą adhezja farb jest, powierzchnię ścianę,
    jednak także pokusić się ewentualnie na malować małych pędzlem,
    bądź na malowaniu. pamiętajmy ją nawet
    jeśliby taka nie przeciwnie wybrać odpowiednia farbą, dodatki dom, wnętrza mieszkania powinna była czysta - przede wszystkim pozbawiona plam a
    tłustych miejsc. Przyzwoicie się albo wałkiem.

    ów inny sposób ostateczny, do tego zalecany osobom, których jeszczeniami,
    pęknięciu jest, powierzchnię ścian. żeby farbą,
    akcesoriów. pamiętajmy także po.

    Feel free to surf to my website ... feromonyok.pl

    OdpowiedzUsuń